Głos cykad dobiegający z ogrodu zapowiadał nieuchronne nadejście zmierzchu. W niewielkim pokoju światło już przegrywało z czającymi się wszędzie cieniami.
- Więc Matsu w końcu wskazała swoją następczynię – powiedział zadumany męski głos.
- Hai, Bayushi-san – światło jedynej w pomieszczeniu lampy oświetliło twarz Mayami, gdy ta lekko skłoniła się w ukłonie.
- Opowiedz mi o niej – z cienia padły zdecydowane słowa.
- Mitori-san jest taka zabawna – padły wolne, pełne kpiny słowa. Mayami wdzięcznym ruchem podniosła dłoń unosząc butelkę sake. – Tak łatwo wpada w gniew. Ona nawet nie jest świadoma, że za złością kryje się strach. Ona boi się nas – zaakcentowała ostatnie słowo. W łagodnym głosie pobrzmiewało bezbrzeżne zdumienie. Ale szeroki uśmiech i błyszczące oczy spoglądające zza maski wyrażały jej głębokie zadowolenie.
Blada dłoń powolnymi, ale pewnymi ruchami rozlewała sake. Z wdzięcznym ukłonem podała czarkę Bayushi’emu.
- Mów dalej!
- Jest taka niedoświadczona – ręce wróciły na kolana ponownie ukryte w rękawach kimona. – Szarpie się pomiędzy różnymi obowiązkami, bez przemyślenia rzuca się na wyimaginowanych wrogów, pozwalając by prawdziwe niebezpieczeństwo ją zaskoczyło – brzmiała charakterystyka Matsu. Chłód i obojętność emanowały z ciała kobiety. – Pozwoliła się zaślepić własnym obawom, a przez to naraziła swojego podopiecznego, Kitsu Takeshi.
- Kitsu Takeshi…? – w zimnym głosie dawała się wyczuć ciekawość. Mayumi nie mogła jej zignorować. Przymknęła na chwilę powieki. Wiedziała, że uwadze Bayushi’ego nie umknie postać Kitsu. „Jaka szkoda tego idealisty” – pomyślała.
Głos niezmordowanych owadów wypełniał ciszę pokoju.
- Kitsu-san przez długi czas był chroniony. Lwy pokładają w nim wiele nadziei. – Powiedziała w końcu – Ale był zbyt dobrze chroniony. Nie zna świata, jest ufny niczym dziecko i da się łatwo prowadzić. Arogancki przez swoją łatwowierność. Ale będzie nam przydatny, kiedy tylko zajmie należne mu miejsce. Zrobi dla mnie wszystko. – Mayumi skromnie opuściła oczy. W tych słowach nie było przesady. Na ziemiach Lwa długo jeszcze będą krążyć legendy o tym jak to Kitsu Takeshi wyszedł w nocy pozbierać kwiaty, które chciał podarować pięknej dyplomatce z rodziny Bayushi. – Jednocześnie on oraz jego yojimbo zrobili razem tyle błędów podczas tej krótkiej wyprawy – Mayumi teatralnie westchnęła opowiadając jak to słowa i czyny tej dwójki naraziły ich własny honor. Mówiła długo, spokojnie i chłodno. Umilkła wraz z cykadami, gdy pierwsze promienie słońca rozproszyły cienie.

Takeshi był tylko zabawką, która nagle okazała się bardzo przydatna. Dzięki niemu otwarte zostaną drzwi, które do tej pory były szczelnie zamknięte. Doskonały wytrych, który pozwoli dokonać zemsty.

Leave a Reply