czw 17 gru, 2009
Czy jest ktoś, kto nie wie, co to jest zrywka? Nie, naprawdę jest ktoś, kto nie wie? Kto? Proszę, śmiało rączka w górę, niech się przyzna. To chyba logiczne, co to zrywka. Coś co się zrywa, jest pod ręką i jest wszędzie. Nie, to nie reklamówka i nie woreczek, tym bardziej nie siatka.
Tak, siatka zdecydowanie mnie dobiła. Też coś! Siatka.
Myślałby kto, że w Polsce wszyscy mówią wspólnym, zrozumiałym językiem. Uhm. I co jeszcze? Ze zrywką się pilnuję, chociaż jak słyszę siatka, to widzę te dawne siatki z uchem i plecionej żyłki, ale jak mówię inaczej, to nikt mnie nie rozumie. W sklepie pani powiedziała: ‘słychać, że pani nie jest stąd, jo’. Joł, joł proszę pani na to wygląda, że jestem stamtąd.
Ostatnio jednak prawie poległam na bułce. Zastanawiał się ktoś ile może przynieść kłopotów zwykła słodka bułka? Ja żyłam w nieświadomości i było mi błogo, aż do czasu, kiedy chciałam kupić bułkę z serem. Wiecie, co usłyszałam, kiedy patrząc na wybrany smakołyk poprosiłam o niego? ‘Nie mam bułek z serem’. Mina mi zrzedła. Jak to proszę pani a to… to pyszne tam na półce polane srebrnym lukrem, rumiane i z taką ilością sera, że aż ślinka cieknie? Drożdżówka. Postaram się pamiętać. Tylko w głowie rodzi mi się pytanie, jak mam poprosić o bułkę z owocami na cieście francuskim. Mówiąc szczerze, to lekko się boję to uczynić. Wszak to ani nie jest bułka, ani drożdżówka, więc właściwie co? Wiem, co lubię, ale nie wiem co? Pogmatwane.
Nie tak bardzo jednak jak jagoda. Odbyłam, jakiś czas temu, ciekawą dyskusję na temat tego pysznego owocu, który robił mi niesamowite problemy. Z rozmowy wyszłam głupsza niż ustawa przewiduje, bo jaka jest różnica między jagodą, borówką i żurawiną? Jasne, że to trzy różne owoce, które można znaleźć w lesie. Jednak polemika, ach ona udowodniła co innego. To jeden i ten sam owoc. Cierpki, gorzkawy, mały, czerwony i używany najczęściej do mięs. Zaraz, ale co z tymi pysznymi owocami koloru jagodowego, które od czerwca jadam z bitą śmietaną? A z tymi cierpkimi, małymi kulkami, które mama kazała mi zbierać, bo są bardzo dobre na pewne dolegliwości? Co z tymi śmiesznymi małymi owocami, które żeby zdobyć trzeba podtopić własne buty, chodząc po pływającym mchu? To, to samo. Inne, wiem, ale to samo.
Myślał ktoś, że wszędzie w Polsce idzie się porozumieć? Acha.
Czy to ważne, czy zapalam światło czy je zaświecam? Ważne, że dom nie płonie, a w pokoju jest jasno. Chociaż w mojej głowie panuje językowa ciemność.
Pamiętaj: kapcie. Ka-pcie. Nikt tutaj nie wie, co to są chapcie… Aaaa! Oszalałam!
Kfiatek says:
No Madziu, o tym, że Twoje bułki to tutejsze drożdżówki raczyłem Ciebie powiadomić dawno temu ;) A francuskie to prawdopodobnie dalej francuskie ;)
Poza tym zapominasz o komunikacji niewerbalnej. Czasem po prostu trzeba wskazać paluchem i oznajmić wszem i wobec bez cienia zażenowania: ‘Poproszę TO’
Zazwyczaj załatwia sprawę ;)
Kfiatek
nnb says:
ja jak pojechalam do gdyni mialam zdziwk ze wszysce mowia siatka zamiast zrywka(jestem z bogatyni-dolnoslsk) albozmiennie uzywaja „jo” z „no ” ( a ja myslalam ze yo to takiejo” xD
Aislinn says:
Kfiatku! Sypnąłeś mnie! Ja tutaj jestem incognito!
Francuskie to rodzaj ciasta,więc mnie nie pasuje do BUŁKI SŁODKIEJ. Palcem pokazywać nie będę, za duża jestem i za często dostawałam po łapkach za to w młodości :P
nnb oni tam chyba nigdy nie widzieli prawdziwej siatki XD
z tym yo też mam takie skojarzenia jak ty. Chociaż za jakiś czas przyjrzę się kaszubskiemu, może tam to yo ma znaczenie, jeśli nie polegnę na języku.
Ellaine says:
Wy to nie macie pojęcia, jakie ja miałam problemy z tym ichniejszym „jo”. Jako dziołcha z Górnego Śląska czasem używałam gwary, zwłaszcza jak w rozmowach z Mamą. I to dopiero było straszne, jak zamiast powiedzieć „ja” („tak”), to odpowiadałam „jo” :]
Bo wiecie u nos to je tak, że „jo” to je „ja”, a „ja” to je „tak” :D
Zrozumieliście? Nie? To trudno :D
Pozdrawiam.
Kfiatek says:
@nnb – jo to element prawie tutejszej gwary :P Ale przyjęło się ogólnie i nawet osoby, które po kaszubsku nie mówią mają tę drobną naleciałość językową :)
@nnb i Aislinn – a siatka to siatka. Jak ktoś chce taką porządną, to o taką prosi :P Zresztą ekspedientki zazwyczaj same się dopytują o rodzaj opakowania potrzebnego nam zakupy po usłyszeniu magicznego słowa siatka ;) Takie lokalne zboczenie ;)
@Ellaine – xD Rozumiem i tym bardziej mnie śmieszy :P Muszę pamiętać, żeby mi się śląsku jo nie wymskło przypadkiem, bo wesoło może być ;)