Wszędzie mnie znają
Już od tej strony
Że zawsze gadam
Jak nakręcony
Więc czas milczenia
Nadszedł mi właśnie
I takoż nie wiem
Kiedy wygaśnie
W tej chwili nadal
Stan się pogłębia
Moja jaskinia
Ciszą zachęca
Odosobnieniem
Świętym spokojem
Regeneracją
By z sił powrotem
Gdy wszystkie troski
Sprawy sercowe
Zwykłe błahostki
Pod koc zawinę
I w ten mi zwykły
Sposób radosny
Ruszę przed siebie
Przeszkód nie pomny
Lecz wiary pełen
Będę się cieszyć
Samym istnieniem
I choć narzekać
Wyrzucić bóle
Każdy z nas czasem
Też potrzebuje
Nie chcę by moje
Wszystkie Tu wpisy
Były jęczeniem
Głupiej dziewicy
Wybaczcie przeto
Długie milczenie
Ja pisać będę
Jak nastrój zmienię

Z góry (a raczej z dołu) przepraszam za ten marny popis pseudo-sztuki literackiej, ale napisanie notki w dowolnej innej formie zdecydowanie przerastało w tej chwili moje możliwości :)

Pozdrawiam
Kfiatek

Wpadka. Ale wstyd! Aż czerwienię się ze zdenerwowania.

Jak babcię kocham, ja żadnych tajemniczych przycisków na panelu ostatnimi czasy nie odkryłam i też nie miałam pokusy by sprawdzić, co się stanie jak to przycisnę. Wyjątkowo nie broiłam, chociaż przyznaję, że kusi mnie wprowadzić kilka zmian.

Tymczasem nasz techniczny przyjaciel, który wybawia nas z problemów i składa szczątki tego, co nabroimy zniknął. Chyba wziął urlop, zaginął, a ja tak szczerze to boję się dać ogłoszenie ‘Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie’, bo jeszcze się pojawi i zrobi aktualizację. W panelu od jakiegoś czasu straszy przycisk uaktualnij, a ja tak prawdę mówiąc nie przyzwyczaiłam się do obecnych rzeczy. Wciąż czytam ‘podrzyj’* zamiast podejrzyj i się śmieję, że autor spolszczenia miał żartobliwy nastrój w taki sposób nazywając usunięcie pliku…

Musimy sobie jakoś poradzić, bez pomocnej dłoni do czasu aż sam, dobrowolnie nie zdecyduje się powrócić. Pozostaje mi tylko grzecznie przeprosić za usterki techniczne. Co niniejszym czynię.

Mam szczerą nadzieję, że już niedługo będzie można spokojnie komentować bez miłej informacji, że jest to niemożliwe. Hm… kto wie, może nawet sama postaram się metodą prób i błędów dojść do źródła. Oczywiście problemu.

*Kochane dzieci to niepoprawne, więc wyrzućcie proszę obraz tego słowa z pamięci.

P.S. Dzień później.

Masz babo placek! Admin się znalazł i chyba wypoczęty, bo poprawił naszą niewielką usterkę. A może nawet za dużo nabył sił na tym urlopie, coś tam mruczy, że aktualizację trzeba by zrobić.

Aaaaaa!

O zgrozo!

 Wyobrażacie sobie? Ja jako postrach? Świat się kończy, moja wyobraźnia się poddała. Czysta abstrakcja.

Jakiś czas temu ze zgrozą słuchałam rozmowy moich przyjaciół i pada zdanie, które mają mniej więcej taki sens: „Ty! Ja zaraz powiem Aislinn co ty czytasz, zobaczysz!”

No przepraszam bardzo, ale co ja mam z tym robić? Przyznaję czytało się kiedyś Zbrodnię (I)kara albo innych Mistrzów czy Małgorzaty o Zmierzchu, ale to było dawno i nie prawda, a do tego to ja, ta uzależniona. Nie mam żadnego wpływu na to, co kto czyta ani też nie oceniam, no bo jak?

Przykro mi, nie radzę sobie dobrze z rolą postrachu. Też czytałam historię Harry’ego, Belli czy Zoey, niektóre z tych książek postawiłam na półce, zapomniałam, obrastają kurzem aż do chwili, gdy następna osoba zechce pożyczyć i przeczytać.

Historie o wampirach… Są. Ktoś je chce czytać. Ktoś się nimi interesuje. I dobrze. Że dla skierowany głównie do egzaltowanych nastolatek? I co? Czytają. Jest sukces, bo widziałam dziewczyny, które do tej pory zainteresowane tylko doborem koloru lakieru do paznokci pochłaniają z wypiekami niesamowitą historię Zmierzchu.

Zaś ja wietrzę w tym jeszcze inny sukces. Na rynku wydawniczym od jakiegoś czasu posucha, oprócz licznych wznowień książek, które jeszcze się zestarzeć nie zdążyły, cichosza nie ma nic, zaglądając w dział  zapowiedzi pewnej oficyny wydawniczej przychodzi mi na myśl strofa: „Porzućcie nadzieję wy, którzy tu wchodzicie”. Rok mija, gdy pojawiły się zapowiedzi książki, na którą czekam długie lata. Po co wydawać coś nowego, jeśli można odgrzewać stare? Nawet nie można na tłumacza zwalić, bo książka rodzimego autora…

Wylewam żale, przepraszam. Jednak jestem na głodzie i w rozpaczy od chwili, gdy przekonałam się, że książki , które u nas pełnią rolę świeżych bułeczek okazują się starociami sprzed 10 lat, z tym, że tutaj można winę zrzucić na tłumacza i fakt, że do niedawna tematyka wampirów nie była tak popularna. Jest więc nadzieja, że niedługo pojawi się coś nowego, ciąg dalszy. Zaś ja w odruchu desperacji czytam w znienawidzonym języku. Z braku laku znajdzie się słownik i z oporami dam sobie radę, ale męczę się, idzie jak po grudzie. A do głowy wciąż wraca głupie pytanie: co znaczy harlequin? Nijak mi ryba lub arlekin nie pasuje do tytułu. Dobrze, że ta książka jest dalej na liście, może nim do niej dobrnę to zdążą ją przetłumaczyć i wydać u nas?