Wreszcie koniec uporczywego, długiego dnia. Z cichym jękiem pełnym ulgi zasiadam na kanapie. Pierwszy od wielu godzin papieros ma sprawić, że poczuję się w końcu rozluźniona.  Zaciągam się pełna satysfakcji i patrzę jak czerwona iskierka żarzy się usiłując pochłonąć całą cieniutką bibułkę za jednym zamachem.

Milczę wsłuchana w cichy szmer mojej ulubionej melodii zakłócanej z rzadka delikatnym szmerem cudzych rozmów. Ciepły wieczór wygnał prawie wszystkich do ogródka, więc mam poczucie, że jesteśmy tutaj sami.

Nerwowo wypuszczam dym, cisza wokół nas zaczyna dźwięczeć, zamiast przynosić upragnioną ulgę, huczy grając na nerwach, zupełnie jakby chciała coś na nas wymóc.

Dlaczego nic nie mówisz? Powiedz to wreszcie! Długo jeszcze musimy grać w tę grę?

Mrużę zdenerwowana oczy, ale uparcie milczę.  Kolejny raz zaciągam się dymem i po chwili patrzę, jak wydychany tańczy w rozproszonym świetle lampy.

Tym razem papieros, który miał przynieść ulgę zawiódł, czuję jak w oczach zbierają się łzy. Ale to przez dym, który zapełnia niewielkie pomieszczenie. Nerwowo gaszę papierosa i nie mając odwagi spojrzeć na Ciebie oglądam czerwony lakier własnych paznokci.  Ciekawe w tym świetle wyglądają zupełnie jakbym… myśli spłoszone uciekają w różnych kierunkach bylebym tylko nie zastanawiała się nad najważniejszymi sprawami. Odkładam na później pytania, których nie umiem zadać.

Czego nie potrafisz powiedzieć? Dlaczego zawsze pełnisz rolę rozjemcy próbując pogodzić wiecznie skłóconych ludzi? Co zmienią nasze wspólne wyjścia? Czy coś może wpłynąć na to wszystko? Jaki wpływ mają nasze rozmowy? Co nam dadzą?

Dlaczego ciągle tutaj jesteś?

Zaciskam dłonie w pięści i spoglądam ponad zimny kufel piwa. W końcu znalazłam odwagę by spojrzeć na Ciebie.

Teraz już wiem: nie ma prostych odpowiedzi.

Jeszcze trzy dni i czas bedzie mi wracac do kraju. Szkoda, bo Kenia to naprawde wspaniale miejsce do wypoczynku i, gdybyb tylko mogl, to zostalbym o wiele dluzej :) Niestety wszystko co dobre szybko sie konczy i w tek kwestii trudno sie klocic z tym stwierdzeniem.

Safari za mna, wycieczka do Mombasy i na wyspe Wassini za mna. Na kartach pamieci masa zdjec, duzo pieknych wspomnien, kilkoro nowych znajomych z roznych zakatkow swiata – to mi pozostanie z tego wyjazdu. A, jeszcze opalenizna, bo moja skora chyba nigdy jeszcze nie osiagnela takiego koloru.

W kazdym badz razie Kenia to kierunek, ktory zdecydowanie polecam, zwlaszcza, ze w obliczu zmian klimatycznych to miejsce moze juz niedlugo nie byc takie samo.

W kazdym razie w poniedzialek rano jestem w Polsce. Bede pisal wiecej i z normalnej klawiatury (w tej chwili pisze z niemieckiego laptopa).

Wiec do uslyszenia!

Z goracymi pozdrowieniami
Kfiatek

Wygląda na to, że mam w sobie coś z masochistki.  Bo jak inaczej nazwać człowieka, który zaczyna lubić nasze pociągi i niecierpliwi się, kiedy nadejdzie czas by można było wsiąść do przedziału rozpoczynając nową, długą drogę okraszoną zawieranymi znajomościami?

A właśnie znajomości. Do pociągu wsiadają najdziwniejsi i najbardziej zabawni ludzie. Kiedyś miałam okazję dokształcić się na temat piłki nożnej. Grzecznie się przyznaję, że ten sport jest dla mnie niepojęty, a więc poza sferą moich zainteresowań, nawet minimalnych. Czasem jednak jest tak, że nie masz wyjścia, nawet, jeśli się bardzo starasz i tak słuchasz. Słuchałam, więc dwóch aktywnych fanów piłki nożnej, którzy jechali na zgrupowanie do Łodzi. Droga od Gdyni do Łodzi była zajmująca.

Innym razem o mało serduszko mi nie stanęło w gardle, kiedy to do przedziału weszło trzech potężnych panów ze znaczącymi rumieńcami na policzku. Gorzej być nie może, co? Może… może, kiedy jeden z nich wyjął półlitra, drugi sok na przepitkę i kubeczki. Wódka skończyła się po trzech kolejkach. I znów słuchałam rozmów. Tak, gorzej być może. To maszyniści. Tutaj rodzi się pytanie, czy ktoś podobny im siedzi właśnie z przodu w ciufci? Aaaa! To już wiem, dlaczego z Częstochowy do Gdyni tory się ‘wygły’ i jadę o godzinę dłużej niż w drugą stronę. Mamusiu, ja się boję!

Za każdym jednak razem staram się trzymać nerwy na wodzy i nie uciekać z krzykiem. Ostatnia jednak podróż zaowocowała tym, że nie wytrzymałam.  Staram się nie być politycznie zaangażowana za bardzo. A już na pewno nie dać się zbyt często wkręcić w sprytne działania polityków i całej otoczki. W przedziale znajdowało się troje starszych ludzi, pani w średnim wieku i ja. Przez chwilę aktywnie słuchałam starszej pani wydając stosowne achy i ochy, kiedy rozmowa nagle zeszła na historię.

I słyszę, że za komuny było cudownie. Było wspaniale. Właściwie to istny raj na ziemi. Kiedy reszta współpasażerów próbuje się wypowiedzieć negując te wspaniałe stwierdzenia. Babcia z wyższością w głosie oznajmia, że oni wszyscy są głupi i że dali się ponieść propagandzie, jaka teraz ma miejsce. Bo teraz jest piekło, bo amerykańska kultura się szerzy, bo młodzi wyjeżdżają. Komunizm to jest to!

Nie wiem, jestem za młoda, aby to ocenić. Pamiętam tylko, że grejpfruty i pomarańcze mieliśmy na święta, kawałek arbuza to był rarytas, a byłam w stanie pochłonąć każdą ilość [Co mi pozostało aż do dzisiaj]. A to były już radosne czasy końca.

Pozostaje trudne pytanie do rozwiązania: mieć pieniądze, nawet całkiem dużo i nie mieć możliwości ich wydania czy też żyć oszczędnie, ale od czasu do czasu się porozpieszczać? Babcia twierdziła, że ją na to nie stać, reszta staruszków się dziwi, bo oni nie szaleją, ale żyją dobrze… I dyskusja się zapętla. A ja dopiero po chwili przypomniałam sobie, że nie biorę udziału w takich debatach. Jak dobrze mieć mp3!

Za tydzień znów wsiadam w pociąg, zaczynam się bać.

W sumie jestem w Afryce juz 4 dzien, ale do tej pory nawal przeroznych zajec nie dal mi mozliwosci na poszukanie dostepu do sieci. Takowy w koncu znalazlem, choc drogi jak pierun (1,25 USD za 10 minut), to postanowilem sie wykosztowac i napisac Wam, ze dalej zyje i nie zjadly mnie jeszcze Lwy :P

 

Denerwuje mnie co prawda brak polskich liter, przez co chwila odpalam jakies skroty klawiszowe i musze ta notke zaczynac od nowa :P Coz, uroki Kenijskiego internetu xD

 

Co do samej Keni, to mnie zxachwycila, choc jesli pozwolicie to szerzej rozpisze sie po powrocie ;) W koncu kazda minuta to jakby na to nie patrzec sporo pieniedzy ;) Poza tym w pokoju gdzie stoi caly jeden komputer dostepny dla gosci jest wrecz nieludzko goraco i czuje, jak robie sie caly mokry. Wierzcie mi, temperatury nie sprzyjaja mysleniu :P

Za to ocean … nie, to jest prawdziwa bajka. Moglbym z niego prawie niewychodzic, choc woda smakuje przerazliwie paskudnie :P

Dobra, ja uciekam pospiesznie, bo strach sie bac ile wyniesie moj rachunek ;)

Trzymajcie sie dobrze Kochani

Kfiatek

Czasem bywa tak, że zwyczajnie brakuje słów. Wiele by chciało się powiedzieć, ale kiedy otwiera się usta wszystkie słowa ulatują z głowy, a jednocześnie jeszcze chwilę temu tłoczyły się chcąc  by je wypowiedzieć na głos. Cóż, osiągnęłam właśnie taki stan.

Na tydzień wróciłam do domu. Tych kilka dni po prostu mignęło pozostawiając za sobą tylko wspomnienia. I do końca nie pojmuję, w jaki sposób tyle mogło się wydarzyć w tak krótkim czasie.

Jako wytrawna pesymista w ważnych sprawach nie tracę nigdy nadziei.  Chyba nigdy nie nauczę się postępować inaczej, chociaż lekcje bywają ciężkie. Jest mi smutno, przykro i zwyczajnie jestem zła. Na kogo? Nie wiem.

 Mam nadzieję, że nie będę musiała wracać do mojego kochanego miasteczka w przeciągu najbliższego miesiąca. Przecież wszystko musi być dobrze, nie może być inaczej. Po prostu już dość złych zdarzeń i informacji.

By jednak okrasić wszystko optymizmem muszę przyznać, że czasem ze złą wiadomością idzie w parze dobra.

Pluję sobie w brodę. Dlaczego by przekonać się o tym, co się ma trzeba wyjechać na drugą stronę Polski? Pocieszam się, że zawsze mogłam wyprowadzić się dalej, ale i tak złości mnie to, że mam przyjaciół rozsypanych jak cukierki. Zgarnęłabym ich wszystkich do kupy i od razu by było miło, słodko. Nie mogę się nadziwić temu, że są.

Nie mogę się nadziwić, że ja… przecież to tylko taka zwykła, nieciekawa ciocia Ais. Ciekawe czy kiedyś mi przejdzie zadziwienie.

To byłoby na tyle.

Marudzenie jest złe, a przynajmniej, jeśli marudzi się wszystkim. Wygląda jednak na to, że tymi bardziej pozytywnymi uczuciami w tej chwili też się nie chcę dzielić. Później.