czw 26 lis, 2009
Wreszcie koniec uporczywego, długiego dnia. Z cichym jękiem pełnym ulgi zasiadam na kanapie. Pierwszy od wielu godzin papieros ma sprawić, że poczuję się w końcu rozluźniona. Zaciągam się pełna satysfakcji i patrzę jak czerwona iskierka żarzy się usiłując pochłonąć całą cieniutką bibułkę za jednym zamachem.
Milczę wsłuchana w cichy szmer mojej ulubionej melodii zakłócanej z rzadka delikatnym szmerem cudzych rozmów. Ciepły wieczór wygnał prawie wszystkich do ogródka, więc mam poczucie, że jesteśmy tutaj sami.
Nerwowo wypuszczam dym, cisza wokół nas zaczyna dźwięczeć, zamiast przynosić upragnioną ulgę, huczy grając na nerwach, zupełnie jakby chciała coś na nas wymóc.
Dlaczego nic nie mówisz? Powiedz to wreszcie! Długo jeszcze musimy grać w tę grę?
Mrużę zdenerwowana oczy, ale uparcie milczę. Kolejny raz zaciągam się dymem i po chwili patrzę, jak wydychany tańczy w rozproszonym świetle lampy.
Tym razem papieros, który miał przynieść ulgę zawiódł, czuję jak w oczach zbierają się łzy. Ale to przez dym, który zapełnia niewielkie pomieszczenie. Nerwowo gaszę papierosa i nie mając odwagi spojrzeć na Ciebie oglądam czerwony lakier własnych paznokci. Ciekawe w tym świetle wyglądają zupełnie jakbym… myśli spłoszone uciekają w różnych kierunkach bylebym tylko nie zastanawiała się nad najważniejszymi sprawami. Odkładam na później pytania, których nie umiem zadać.
Czego nie potrafisz powiedzieć? Dlaczego zawsze pełnisz rolę rozjemcy próbując pogodzić wiecznie skłóconych ludzi? Co zmienią nasze wspólne wyjścia? Czy coś może wpłynąć na to wszystko? Jaki wpływ mają nasze rozmowy? Co nam dadzą?
Dlaczego ciągle tutaj jesteś?
Zaciskam dłonie w pięści i spoglądam ponad zimny kufel piwa. W końcu znalazłam odwagę by spojrzeć na Ciebie.
Teraz już wiem: nie ma prostych odpowiedzi.