No i zrobiło się poważnie, tak całkowicie nagle i znienacka. Wybacz droga Siostrzyczko, że zepsuję ten nastrój, ale mam ochotę trochę ponarzekać ;)

W każdym razie ostatnie dni, jak zwykle, były bardzo intensywne. Dni? Tygodnie raczej. Wesele, dwa tygodnie pracy, wesele i znowu praca. I w zasadzie nie byłoby wiele do pisania gdyby nie to, że … że kogoś poznałem :)

Jak się okazuje czasem warto jechać kilkaset kilometrów na wesele w zasadzie nieznanej Ci osoby, bo nigdy nie wiadomo kogo na nim poznasz.

Już o tym na blogu pisałem, ale moja śmiałość do płci przeciwnej jest odwrotnie proporcjonalna do mojej normalnej pewności siebie. Tak wiec poznałem dziewczynę, która mi się spodobała, z którą świetnie mi się rozmawiała, z którą łączą mnie niektóre zainteresowania i w ogóle.

Są tylko dwa małe problemy:

1. Jest z Białegostoku
2. Od kilku tygodni utrzymujemy kontakt, a ja jeszcze nie odważyłem się spytać czy jest wolna xD A przecież im dalej w las tym więcej drzew …

Cóż, to właśnie cały ja, powiedzcie, czy tylko mnie wydaje się to tak żałosne, że aż śmieszne?

Pozdrawiam,
Kfiatek

no właśnie, to co? Kiedyś pytało się: „Jak nie Oxford, to co?” A ja pytam, jak nie urok…? to wiadomo, co. I niestety u mnie jest i jedno i drugie. Po prostu genialnie! Bo nic się nie dzieje „po prostu”, wszystko kluczy i trzeba kombinować „jak koń pod górę”, żeby jeszcze jakoś funkcjonować. Mam wrażenie, że żyję obecnie w ciągłym kłamstwie. Bo okłamuję nie tylko wszystkich na około, ale też i siebie. „Co u ciebie?” – Wszystko w porządku! „Jak tam” – Okej! „Jak samopoczucie?” – Może być.

Nie, wcale nie jest okej, nie „może być”, nic nie jest w porządku. Przynajmniej nie w takim jakim bym sobie życzyła. Ale cóż z tego?

Miałam nawet zamiar pójść z paroma sprawami do specjalisty. W końcu od tego specjaliści są, by móc z nimi porozmawiać o sprawach, którymi się zajmują. Ale wiecie, co? Najpierw to musiałabym sobie poradzić ze swoimi problemami, znaleźć pracę, którą mogłabym pogodzić ze studiami, i dopiero wtedy pójść do specjalisty. Tylko hm… hello! Wtedy już byłby mi ów specjalista zupełnie niepotrzebny i nieprzydatny. Pocieszające, prawda? Nie, wcale nie i jeszcze raz NIE! Mam ochotę napisać tu bardzo dużo i brzydkich słów, ale ponieważ to miejsce publiczne to obawiam się, że muszę zdjąć palce z klawiatury i policzyć od 100 do 0 i od 0 do 100… i tak parę razy.

Mam dość. To nieprawda, że jak się MUSI to się da radę.

To nie jest powiedziane, że ja dam radę… Ja tylko mam nadzieję, że wytrzymam. Ale tak, „będzie dobrze”, „wszystko się ułoży”… Będę to powtarzać jak mantrę, chociaż coraz bardziej czuję, że „to tylko słowa…” I pobożne życzenia. Niestety. Ale trzeba żyć nadzieją, skoro nic innego nie pozostało. Tylko wiara, nadzieja i miłość.

Wiara… że jeszcze będziemy się z tego śmiać.

Nadzieja… że jednak „będzie dobrze”, nie jest zwykłym banałem.

Miłość – bo bez tego… nic nie miałoby sensu. I na pewno nie dałabym rady.

A wszak wiadomo, że miłość cierpliwa jest… Więc muszę to znieść, cierpliwie. I wybaczcie, że czasem będę zmuszona was okłamywać, żebyście się o mnie tak nie martwili, ale wiecie przecież doskonale, że… to tylko słowa.

Nie mam zamiaru pisać żadnej notki, bo przecież to nie moja kolej. A w domu prawie nic się nie dzieje, lepiej będzie jak w to uwierzycie, chociaż wiele się kryje pod tym prostym zdaniem.

Chciałabym jednak zwrócić uwagę na pewną niespodziankę, jaka się pojawiła w tym zakurzonym miejscu. Nowy użytkownik pojawił się w naszym gronie i tworzy dzieło.

A ja się w duchu zaśmiewam, bo tak dwa lata będzie jak usiłowałam tego człowieka namówić do napisania tutaj czegoś niewielkiego, ale oprócz wymigiwania się nie usłyszałam nic.

Teraz proszę, taka niespodzianka.

Aż mam ochotę powiedzieć: „Ha! Nie mówiłam, że tak będzie?!”

Nauczka dla wszystkich: mnie należy słuchać, bo nawet jeśli nie mam racji, to wcześniej czy później będę ją miała ;).

Gadam głupoty. A to wszystko dlatego, że chyba nikt z tutejszych autorów nie chce przyznać się do nowego dzieła A.D. 2006. Niestety kim jest nowy użytkownik trudno powiedzieć, owiała go mgła tajemnicy. Niemniej jednak witam na pokładzie.