wt 13 paź, 2009
No i zrobiło się poważnie, tak całkowicie nagle i znienacka. Wybacz droga Siostrzyczko, że zepsuję ten nastrój, ale mam ochotę trochę ponarzekać ;)
W każdym razie ostatnie dni, jak zwykle, były bardzo intensywne. Dni? Tygodnie raczej. Wesele, dwa tygodnie pracy, wesele i znowu praca. I w zasadzie nie byłoby wiele do pisania gdyby nie to, że … że kogoś poznałem :)
Jak się okazuje czasem warto jechać kilkaset kilometrów na wesele w zasadzie nieznanej Ci osoby, bo nigdy nie wiadomo kogo na nim poznasz.
Już o tym na blogu pisałem, ale moja śmiałość do płci przeciwnej jest odwrotnie proporcjonalna do mojej normalnej pewności siebie. Tak wiec poznałem dziewczynę, która mi się spodobała, z którą świetnie mi się rozmawiała, z którą łączą mnie niektóre zainteresowania i w ogóle.
Są tylko dwa małe problemy:
1. Jest z Białegostoku
2. Od kilku tygodni utrzymujemy kontakt, a ja jeszcze nie odważyłem się spytać czy jest wolna xD A przecież im dalej w las tym więcej drzew …
Cóż, to właśnie cały ja, powiedzcie, czy tylko mnie wydaje się to tak żałosne, że aż śmieszne?
Pozdrawiam,
Kfiatek