śr 22 kwi, 2009
Nie wiem, czy przypadkiem nie powinnam się przedstawić… Może nikt mnie już nie pamięta, bo tak dawno nic nie pisałam, że blog kolektywny stał się blogiem jednego aktora. Ogromne brawa dla Kfiatka! *wiwaty* Dzięki niemu jest ruch w tak zwanym interesie…
Pani Aislinn wyjechała i nie mam już komu wmawiać, że zaniedbuje bloga. Za to ostatnio to ja ciągle słyszę tę mantrę. Tak, zaniedbałam bloga… i wcale nie jest mi przykro z tego powodu. No, może ewentualnie – odrobinkę, ale tak tylko tyci-tyci. Nawet Pani Aislinn ze swego aktualnego miejsca pobytu przesłała mi wieści, że bloga zaniedbuję. Dlatego też, tę notkę dedykuję właśnie jej.
Pani Aislinn piszę tę notkę wyłącznie dlatego, że piszę to dla Ciebie. No, a teraz zacznę zanudzać… co byś wiedziała, co się dzisiaj u mnie działo. :)
Dzisiejszego dnia odbyła się uroczysta inauguracja XI Ogólnopolskiego Zjazdu Studentów Archiwistyki, gospodarzem imprezy jest oczywiście mój UŚmiechnięty (Uniwerek Śląski). Dostąpiłam zaszczytu bycia na owej inauguracji, która miała miejsce nie byle gdzie, ale w Marmurowej Sali Sejmu Śląskiego (obecnie odbywają się tam ważne i uroczyste obrady sejmiku, a budynek dawnego Sejmu mieści w sobie Urząd Wojewódzki). Marmurowa Sala, jak nazwa wskazuje jest zbudowana z marmuru, w większości białego, ale było też trochę rdzawo-czerwonego. Krzesła obite są ciemną, raczej brązową skórą. Generalnie sala jest urocza, a większa wersja – wzorowana na tej, znajduje się w Warszawie przy ulicy Wiejskiej.
Później odbył się bankiet dla uczestników tak pięknie rozpoczętej konferencji naukowej, oraz dla przybyłych na inaugurację studentów z UŚ (w tym mnie, dodam nieskromnie). Jak słusznie zauważył jeden z kolegów, od razu było widać, że to zjazd studentów… gdyż półmiski i talerze były opróżniane w zadziwiającym tempie z wszelkich frykasów, od koreczków poczynając do przepysznych ciast kończąc. Ze wstydem przyznam, że osobiście nie zostałam do końca, ponieważ pod Rektoratem odbywała się (być może konkurencyjna ;) ) impreza z okazji Festiwalu Nauki (dalej zwanej Dniami Otwartymi UŚ). Wymknęłam się więc z sali, gdzie odbywał się bankiet… i pełnym gracji (tak sądzę) krokiem, zeszłam ogromnymi, marmurowymi schodami po czerwonym dywanie do głównego holu Sejmu i… wyszłam. (Owszem, mogłam wyjść bocznym wejściem, ale… nie potrafiłam sobie odmówić tej przyjemności poczucia się kimś ważnym! och… bo nikt nie wie, czy będę miała szansę to powtórzyć, a zwłaszcza ja nie wiem. A i u mnie drzemie słodko od czasu do czasu pielęgnowana próżność, ale ciii… niech śpi)
Natomiast między WNSem, a Rektoratem odbywał się istny Jarmark, prawie Dominikański! Pełno ludzi, dużo przebierańców, dużo hałasu i straganów… Chemicy mnie zawiedli, ich stoisko było puste! Chyba wypili Eliksir Niewidzialności i po prostu sobie poszli, gdzie indziej. Natomiast SKH (Studenckie Koło Historyków) wg mnie wiodło prym, na środku ulicy rozłożyli się „Grecy”, tudzież „Rzymianie” na karimatach i kocach, popijali wino i jedli winogrona… ot, prawdziwe sympozjum! (sympozjum, oryginalnie w języku greckim znaczyło tyle, co „spotkanie ludzi pijących”) Była średniowieczna potańcówka, a dla tych, co lubią hulaszcze i pełne atrakcji życie – było nawet stanowisko z ekhm… historycznymi sposobami antykoncepcji jak np. wywar z jąder bobra, oko bawołu, czy pot wielbłąda (pierwszy z nich zapewne był skuteczny, ale sądzę, że dla bobrów). Była wczesnośredniowieczna wioska, był i znudzony husar z innym znudzonym szlachetką, którzy dla rozrywki ćwiczyli się w szabelce. Gdzieś w tłumie przemknął mi AKowiec, i jeden więzień… ach, ale ten to zdaje się nie był od historyków, tylko od psychologów sądowych, czy jakoś tak. A wszystkie te harce odbywały się pod egidą, studenckiego radia Egida, przynajmniej mieli scenę i pogrywali sobie czasem, na instrumentach w sensie.
Powiem coś jeszcze. Poczułam się mile połechtana, gdy jeden ze studentów, zapytał czy jestem z liceum… i zdawał się być zawiedziony, kiedy odpowiedziałam przecząco. Nie przyznałam się, co prawda, że studiuję na UŚ już od niemal trzech lat. hihi ;)
Pozdrowienia dla Pani Aislinn. Nie spal się tam, gdzie jesteś! I wracaj do nas cała i zdrowa, opalona i zadowolona :)
PS: „Masz w sumie 480 komentarzy, 38 zaakceptowanych, 442 spamy i 0 oczekuje na sprawdzenie.” Widać Spamom bardzo podoba się nasz blog. Dziękujemy wam, drogie Spamy.