sob 28 lut, 2009
Jeszcze tylko dwa i pół roku i będę miała studia z głowy. „I dziesięć innych spraw na głowie”, jak mi dzisiaj rzekł znajomy doktor historii i pisarz. Niewątpliwie rację on ma, ale cóż… Jakby to powiedzieć? Trzeba mieć w życiu jakieś cele. („I posłuchali ojca synowie // każdy ma celę, na Mokotowie”) Do tych celów trzeba dążyć i je realizować. Tak, a takie studia to istna pięciolatka (zdaje się tylko jeden plan pięcioletni udało się w PRLu zrealizować, reszty już nie ten teges, ale że ja drugiego kierunku nie zamierzam zaczynać, więc mam szansę)!
Chciałoby się podsumować te dwa i pół roku, jak to wygląda dzisiaj? Nie było tak strasznie, ale i gorzej niż myślałam. Może dlatego, że co najmniej raz na semestr chciałam rzucić te „cholerne studia”, och ile razy to powtarzałam? Już nawet nie jestem w stanie tego zliczyć. A ile jeszcze to razy powtórzę, wolę o tym nie myśleć.
Ale teraz, teraz to już nie istotne. Teraz czekają mnie dwa i pół roku pisania pracy magisterskiej! Masakra. Och, mon Dieu! Jak ja nie chcę, i chcę. Niech to już będzie za mną, tylko „ka je ta meta?!”
Jednak, to były naprawdę dobre dwa i pół roku, abstrahując od tych „cholernych studiów”. Bardzo dobre, spędzone w doskonałym towarzystwie! Bieszczady, Świdnica, Częstochowa, Milton-Keynes, Trójmiasto, Szczecinek. Świat zjeżdżony wzdłuż i wszerz! Spotkania, zabawy, sesje, piwo i herbata, ba! czasem nawet i kawa. Poproszę „to zielone”! Rozmowy o życiu i kosmosie. „Nie zapisuj! To jest tak głupie, że każdy to zapamięta” (nikt nie potrafi sobie przypomnieć o czym to my mówiliśmy?) I to nie było nic, co wiązałoby się z tzw. życiem studenckim. I jestem z tego powodu zadowolona. Dziękuję za te dwa i pół roku wszystkim, którzy wiedzą, że to właśnie im dziękuję. I mam nadzieję, że następne będą równie piękne, i jeszcze następne, i następne po tych następnych…
Jakżebym chciała wyskoczyć z Wami na herbatę, no… ewentualnie kawę z mlekiem. Albo lepiej, malibu z mlekiem.
PS: I błagam o wybaczenie za ten sentymentalizm, ale to przez tę muzykę poważną w rmf classic. Bo ktoś musi być winny.