wt 23 gru, 2008
Cóż, może grudzień nie jest najlepszym miesiącem na tego typu przemyślenia, ale do wiosny jeszcze daleko, a ja mam dzisiaj melancholijny nastrój. Święta się zbliżają, mam pracy i zajęć domowych powyżej uszu, wiec może ukradnę tych kilka minut, żeby wyrzucić to, co mi leży na wątrobie.
A cóż to takiego?
Samotność. Cóż, tajemnica nie jest, że od ponad roku nie potrafię znaleźć sobie żadnej towarzyszki doli i niedoli i czuję się z tym źle. Może to banał, ale każdemu potrzeba wsparcia i ciepła tej drugiej połówki. Być może nie potrafiłem tego nigdy okazać, ale mi też tego potrzeba. W ostatnich miesiącach bardziej niż kiedykolwiek.
Spytacie się: co za problem? Jest tyle fajnych dziewczyn. Otóż jest to problem. Pomijając moją fatalną nieśmiałość wobec płci pięknej (stojącej w absolutnym przeciwieństwie do mojego charakteru) i pewne inne wady (o których jednak nie zamierzam się rozpisywać) to jakoś nie potrafię trafić na odpowiednią osobę.
Jest jednak coś jeszcze.
Często słyszę, że jestem fajnym, sympatycznym, przystojnym chłopakiem. I trochę innych komplementów. Ale zazwyczaj pojawia się tu ALE. Bardzo specyficzne ALE. ALE bym nie potrafiła z Tobą długo wytrzymać. Ten argument słyszę często. Zazwyczaj idący w parze z czymś pozytywnym, co dana dziewczyna akurat u mnie chwali. Więc niech ktoś mi powie:
O CO KAMAN?
Co to fundamentalna skaza mojego charakteru? Czemu regularnie słyszę to jedno właśnie sformułowanie?
Ratunku.
Kfiatek
Ps. Wybaczcie, musiałem to z siebie wyrzucić. Już mi lepiej :)