Spadł śnieg. To zdecydowanie najważniejsze wydarzenie minionego weekendu. Jasne, cieszyłem się jak dziecko gdy jechałem do pracy i patrzyłem na wielkie jak śliwki płatki śniegu padające za oknem autobusu. Był to jeden z tych nielicznych przejazdów gdy nie drzemałem w drodze. Trasa zajmuje ponad 20 minut, więc na co dzień to naprawdę solidna drzemka, jednak nie tym razem. Świat pełen rozszalałych, roztańczonych ogromnych płatków śniegu nie pozwalał mi zasnąć i na całą długość trasy przykuł mój nos do autobusowej szyby.
Oczywiście gdy przyjechałem do pracy radość tak nagle jak się zaczęła – tak nagle się i skończyła. Jestem jedynym osobnikiem płci męskiej w tym oddziale firmy, więc nawet nie pytając o nic koleżanek chwyciłem za łopatę do śniegu i dawaj na parking … dobrze, że przynajmniej przestało padać.
Godzinę później … wróciłem do sklepu i zaczął się dla mnie normalny dzień pracy …
Cóż, muszę przy tym przyznać, że sobota była zaiste dniem niezwykle obfitującym w wyjątkowe wydarzenia. A przynajmniej wydarzenia godne opisania przez niżej podpisanego na tym Wielce-Szacownym-Blogu :)
w zasadzie sytuacja z życia wzięta. Ot, normalny przystanek, zatrzymujący się autobus, ludzie wysiadają i wsiadają. Jedna osoba biegnie, wsiada i staje w drzwiach, zmuszając kierowcę, by nie zamykał drzwi i czekał aż jej matka (bo okazała się młodą dziewczyną) i młodszy brat (który okazał się kilkuletnim chłopakiem) dobiegną do autobusu. Scena jakich na co dzień tysiące. Gdyby nie kierowca, który i tak już miał kilkuminutowe opóźnienie (trwają prace remontowe na jednej z dróg, wiec robią się korki, wiec autobusy się spóźniają, czego jestem oczywiście ofiarą, bo nigdy przez to nie zdążam na przesiadki :( ) wiec nie zastanawiając się wiele najpierw zawołał do dziewczyny, że ma się odsunąć od drzwi, po czym … zaczął je zamykać. Dziewczyna stała w nich twardo, choć widać po niej było, że przestraszyła się nie na żarty. W końcu kierowca spasował, rodzinka cała wsiadła do autobusu i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie słowa, które wówczas wyrzucił z siebie ewidentnie zirytowany całą tą sytuacją.
„(…) Przecież to nie autobus ma czekać na ludzi, tylko ludzie na autobus!” wykrzyknął gniewnie, po czym ruszył.
Być może jestem przeczulony, ale moim zdaniem w tym krótkim zdaniu i całej tej sytuacji czai się tyle paradoksów, że nastręczyły by pracy całemu stadu osób, które zajmują się paradoksami (nie mam zielonego pojęcia do jakiej dziedziny nauki to się zalicza :P )
Tym niemniej … same te słowa mają dla mnie komiczny wydźwięk. Otóż jedną z ich implikacji jest to, że to nie komunikacja miejsca jest dla ludzi, lecz ludzie dla komunikacji miejskiej. Scena w zasadzie godna Terrego Pratcheta – komunikacja miejska staje się oto żywym stworzeniem, żywiącym się ludzkimi spóźnieniami i ogólnymi problemami komunikacyjnymi. Przerażająca wizja :P
Natomiast co mnie w tej całej sytuacji smuci … cóż, przecież wystarczyłaby odrobina ludzkiej wyrozumiałości i życzliwości. Tak niewiele. Ale jak okazuje się za dużo.
Natomiast droga Magdo, owszem, nad Morzem spadł śnieg. Mnóstwo śniegu :) Jest biało i pięknie. I jak tylko odzyskam aparat to wybieram się nad morze (aparat pożyczyłem rodzicom :P ). A w przyszłym roku … cóż, wiesz, w Trójmieście zawsze jesteś mile widzianym gościem, niezależnie od pory roku.
Kfiatek
Ps. Aniu, Ty oczywiście też ^^