Jak to mówią: skleroza nie boli nachodzić się trzeba. A moja skleroza postępuje. Już jakiś czas miałam coś tutaj napisać. Coś poważnego i bardzo trudnego. Ale ta skleroza jak do tej pory brała górę nad moją pamięcią. Teraz to się zmieni!

Chciałabym Wam wszystkim przypomnieć o jednej rzeczy. Może nie macie sklerozy, ale nie każdy rozgląda uważnie. Więc powtórzę to, co pisałam już wcześniej. To tylko słowa. Nic więcej. Znaczą wszystko a zarazem nic. Są nic nie warte i nie radzę zbytnio wierzyć w moje słowa. Trzeba je odsiać przez sito wiedzy, odrzucić moje literackie zapędy, oraz żyć ze świadomością, że czasem załącza mi się słowotok, który każe mi pisać co mi palce na klawiaturze nacisną. I humor. A przecież jesienna depresja i takie tam ;). A telefon przezornie schowałam pod poduszką i udaję, że go nie ma.

Przecież prawda jest zupełnie inna. A może jestem egzaltowaną nastolatką, która pisze, bo to modne i w ogóle super? I każdy pisze? Tak jak każdy pali?

Tak, mam 15 lat, nazywam się Lady Aislinn i jestem na zabój zakochana w koledze z ostatniej ławki, oczywiście jest to bardzo nieszczęśliwa miłość. A jeśli ktoś oczekuje, że od tego momentu zacznę pisać używając tych śmiesznych znaczków i zapominając gdzie wielka a gdzie mała litera to się bardzo pomylił! No bez przesady. Już wolę wypisywać koszmarne i mhhhroczne bzdury. O, takie haiku na przykład.

P.S.
A Ty Mój Drogi Przyjacielu masz tego nie czytać ;)

P.S. 2
Powinnam chyba podziękować. Ale nie wiem jeszcze czy to zrobię.

Nie wiem, co było pierwsze, chyba telefon. Tak, od telefonu się zaczęło, a później poleciało z górki. By zatrzymać się przy poniedziałku.
A poniedziałek, że był 13 musiał mi dać w kość.
Ten, kto mnie widział w akcji [jeszcze do tej pory robi mi się głupio] wie, że potrafię zamienić się w chmurę gradową a zaraz potem tonąć w łzach zaś solidarność babska pomaga tylko na pewien czas. Od poniedziałku zaczął się grad złych wiadomości, by w sobotę mocno mnie sponiewierać.

Znacie te dalekie plany, które człowiek skrzętnie układa? Wszystkie mają w sobie wizję szczęśliwego zakończenia, toną w różowych chmurkach. A jeśli nawet w tych snutych marzeniach zakładamy jakieś problemy są one błahe i szybko rozwiązywane, tylko aby dodać ostrości kolorowemu życiu.
Też miałam takie plany. Tyle że radośnie wszystko się posypało. Praca, związek, przyjaciele, trzy litery, rodzina, zdrowie. Już nawet nie zadaję sobie pytania „Co jeszcze?”.

Nie ma szczęśliwych zakończeń.

A ja nie mam siły dalej udawać, że się uśmiecham. Jakoś brakło mi cierpliwości.
Za jakiś czas będę musiała ratować kawałki własnego życia, ale aktualnie mam wielką ochotę wczołgać się pod kołdrę a na drzwiach wywiesić napis „Nie ma nikogo, nie wchodzić”.

Głupie to wszystko.

I tylko ta babska solidarność i wino otwierane bez korkociągu powoduje we mnie czasem głupi śmiech. Jak ja śmierdziałam! Jak wszystkie śmierdziałyśmy, gdy butelka rozpadła mi się w rękach. Wino było nawet znośne, gdyby nie to, że musiałam ocenić to po zapachu…

Wypadałoby w końcu dać jakiś znak życia, czy coś w tym stylu; chociaż powiem w sekrecie, że Droga Aislinn zapominała mi przypominać, że coś zaniedbuję ;) Ale może to mój wewnętrzny głos, sumienie, czy ki diabeł, zaczął mi miauczeć do ucha, że wypadałoby, a właściwie to czas najwyższy! No tak, przecież i tak nie mam nic lepszego do roboty. Nauka nie autobus, na mnie poczeka.

Jest październik, o jaaa… ale odkrycie! Czas wzmożonego tłoku w autobusach, zmiennej pogody i zachorowań na przebrzydłe przeziębienie. Co do autobusów, to od dwóch lat wykorzystuję je jako czasowe miejsce do spania. Nie próbowałam, co prawda, zasypiać na stojąco, ale mam to szczęście znajdować jakieś miejsce do przycupnięcia… I spać. Nie śni mi się, więc nic ciekawego nie opowiem. Prawdę powiedziawszy, dawniej, gdy jeździłam do liceum – autobusy wykorzystywałam jako tymczasową czytelnię. Ileż to ja lektur i inszych książek nie przeczytałam w autobusach! Ciekawe, czy ludzie patrzyli się dziwnie, kiedy pod nosem prychałam ze śmiechu… Nie wiem, nie widziałam. Książki ograniczają, czy też zawężają pole widzenia (a mówią, że czytanie poszerza horyzonty! ;) ale zdaje się dopiero po przeczytaniu i odłożeniu lektury).

Wiecie, że można zrobić niezły bajzel w papierach, które mają i tak zostać później przemielone? Można, owszem. I nawet można wśród nich znaleźć parę map, broszurę informacyjną, nekrolog i dwa wydania Dziennika Budowlanego z lat 50.tych lub 60.tych, jeśli dobrze pamiętam. A przy tym ma się potem nieziemsko umorusane ręce! Ja nie wiem, co archiwiści robią w miejscu swojej pracy, ale chyba rzadko ścierają kurze z archiwaliów… Albo Archiwum nie zatrudnia etatowej sprzątaczki. :)

A tak swoją drogą, to gorzelnictwo i piwowarstwo w Polsce w nowożytności to chyba dobre pole do prowadzenia badań? …

ps.: proszę o wybaczenie, ale mój osobisty mózg już dawno został wyrzucony razem z toną chusteczek higienicznych.