Zaczął się wrzesień. Wszyscy, jestem tego pewna, radośnie pobiegli do szkoły. Pewnie tym bardziej radośnie, że tylko na godzinę, góra dwie.

I właśnie w związku z tym dniem naszło mnie pytanie: jak to jest z umiejętnością czytania?
Że większość uznaje zasadę „Ja, co nigdy nie czytam, lub przynajmniej mało, Wiem, że tak jest najlepiej, jak przedtem bywało”*. I dobrowolnie nie czyta nic. A jeśliby się zastanowić to i pod przymusem raczej czytają najchętniej ściągi.
A później można się pośmiać z Króla Stanisława Św. Augustyna.

Ważniejszym jest jednak problem: czy czytanie jest umiejętnością, która wraz z wiekiem, z powodu nie używania, zanika? Czy może z czytaniem jest jak z jazdą na rowerze? I nigdy się tej umiejętności nie traci? Może każdy dorosły człowiek doskonale potrafi czytać tylko tak się drażni, żartuje? Wystawia na próbę cierpliwość? Udaje, a przy tym doskonale się bawi?

Ja czasem też się bawię, szczególnie, gdy słyszę coś takiego:

„ – Poproszę lody jarzynowe.
- Przepraszam, jakie?
- Jarzynowe!
- Przykro mi, nie ma jarzynowych.
- A te tutaj?
- A to są lody jeżynowe!”

Lub coś w tym guście:

„ – Jedna gałeczka kaszankowych
- … [zduszony śmiech] … Jakich?
- Masz chyba na myśli kasztanowe?”

- Jest galaretka?
- Nie ma
- jest krówka?
- Nie ma
- Jest ciasteczko?
- Nie ma
- Jest bakalia?
- Nie ma. Są tylko wypisane smaki.
- A to jest jagoda?
- Nie ma jagody.
- A to, co pani ma?
- Tylko wypisane smaki… [i aż ma się ochotę spytać: „świadectwo z podstawówki jest?]

*Skąd cytat każdy chyba wie. [Każdy, prawda?]