pon 24 gru, 2007
Już pierwsza gwiazdka ciemność rozjaśnia… Już biją dzwony w kościele świata.
Już? Nie, bynajmniej. Zbyt wcześnie. Zbyt jasno. Zbyt porannie. Jeszcze nawet nie ma popołudnia. Dopiero, co człowiek się obudził. Wigilia jednak już jest, ale Wieczerza dopiero będzie. W kuchni krzątanina, odgłosy dochodzą do mnie jak przez grubą ścianę. Nie przysłuchuję się, nie chcę i nie muszę. Jestem. Z głośników płyną tony muzyki rockowo-świątecznej-kolędowej. Trans-Siberian Orchestra. Lubię.
To jak transsyberyjską koleją pędzić przez zaśnieżony świat. Gdzieś życie przemyka, za oknem pociągu. Gdzieś tam ktoś kogoś opuszcza, ktoś do kogoś przychodzi. A tu tylko pociąg, zamarznięte szyby, i śnieg tańczący wśród pól. Nigdy nie pojechałam do Władywostoku. I nie widziałam Syberii. Pewnie nie zobaczę.
Dźwięki znanego mi Dziadka do Orzechów, a jednak zupełnie inne. Odmienne. Lubię. Spokojne i ciche. Nienarzucające się nikomu. Subtelne. Jak padający śnieg… A teraz? Czarodzieje w zimie… „Wizards in Winter” Nuty szybkie i zwinne, może to zjazd z wysokiej góry? Albo zapowiedź nieszczęścia? Może pościg? Bieg przez zamarznięte pola, bogowie wiedzą dokąd i dlaczego…
Śnieg jest, ale jakby go wcale nie było. Mróz trzyma wszystkich w garści, ale nie maluje. Taki to jest, ten świąteczny dzień… Nic nadzwyczajnego. Przynajmniej z samego rana. Może potem, może później? Kto wie?
Wszystkim, którzy to czytają:
Spokojnych, radosnych Świąt.
Ale spokoju i radości nie tylko na Święta i od Święta, lecz na co dzień.
Niech spełniają się marzenia.
Niech się Wam dobrze dzieje, na wieki wieków…