nie 11 lis, 2007
Jest listopad, może i liście powinny jeszcze spadać z drzew, ale nie tym razem. Za oknem jest cudownie biało. Spadł śnieg! Zima, może nie kalendarzowa, stuka do drzwi.
Jak ja lubię takie chwile. Cudowna wolna niedziela. Po pierwsze się wyspałam, nie dzwonił żaden budzik i żadna siła nie była w stanie ściągnąć mnie z łóżka. No, po namyślę muszę dodać, że był jeden wyjątek: pyszny zapach kawy. Chyba miałam wielkie plany związane z rzuceniem tego okropnego napoju. To moje uzależnienie, już drugie obok czekolady. Trudno jest obie te ‘używki’ rzucić, jeśli się znalazło kolejne ‘moje ulubione miejsce’ gdzie można poczytać w spokoju gazetę, posłuchać muzyki, ucieszyć oko oraz podniebienie pysznymi delicjami. Aż mi ślinka cieknie na samo wspomnienie. I wszystkie marzenia o pięknej linii odchodzą w zapomnienie. Oczywiście żartuję sobie. Taka mała ironia.
Wracam jednak do tematu: na dworze jasno, mimo że jest już późno, a u mnie w domku przyjemnie i przytulnie. Niech zazdroszczą ci, którzy zimą nie mogą posłuchać buzującego w piecu ognia ani przytulić się do mruczącego kota. Mój właśnie leży na krześle i śpi. Biedny, co ktoś przejdzie to go pogłaszcze, snu nie ma za dużo. Pocieszam się, że jemu to nie przeszkadza. Bo gdyby było inaczej nie wątpię, że poczulibyśmy jego niezadowolenie dość dotkliwie.
Oj, lenię się nieprzyzwoicie. Sama sobie się dziwię. To na pewno ta niedziela tak na mnie wpłynęła. Zamiast się uczyć, pisać pracę, albo uprasować, ja siedzę na necie. Skradzione chwile, ja nikomu nie powiem, jeśli Wy też to tajemnica się utrzyma. Coś czuję jednak, że moje wyrzuty sumienia zaczynają mnie ruszać, chyba sobie pójdę.
A jeśli… jeśli nie pokona mnie lenistwo to może napiszę coś o małych powrotach i wyjazdach? Ale z drugiej strony ciągle przegrywam w potyczkach ze słowem i lenistwem. O czym to ja nie miałam napisać: o misiach, o powrotach, drodze w mgle, graniu w Szafie, a także o tym, czego mi w brak, kiedy tak siedzę i piszę. Kiedy popijając kawę cieszę się śniegiem.