No, ba! Oczywiście, że chciałam, droga Pani Aislinn. Ostatecznie – zaniedbuję go, a jakże! Lecz muszę panią zmartwić, bo teraz – już za moment, po tej notatce, piłeczka zostanie odbita. To chyba jakaś dziwna dyscyplina, nie uważasz? Przerzucamy się tak tym stwierdzeniem, jakbyśmy grały o złote majtki, co najmniej. A przecież to i tak nie ma wielkiego znaczenia, kto akurat zaniedbuje bloga. Nigdy nie wzięłyśmy pod uwagę możliwości, że blog sam z siebie się zaniedbuje, bo czy to aż takie niemożliwe?

I nie, moja droga, nie zostałaś sama-samiuteńka. Wcale, a wcale. Bo czy właśnie nie piszę tej notatki? Zaledwie dwa dni od Twojego wpisu? A jednak! Tutaj też jest cywilizacja. Możliwe, że jestem całe kilometry od mojego miejsca zameldowania, ale to przecież w dobie globalizacji i zbliżenia się do siebie najbardziej oddalonych punktów świata – nie ma najmniejszego znaczenia. Ostatecznie najważniejsze jest to, że mam tu dostęp do Internetu. I mogę pisać stąd, nie czekając aż wrócę do domu.

Tak, znów wyjechałam i dobrze mi z tym. Jakby na to nie patrzeć, zostało mi jeszcze kilka dni wakacji, czyż nie? Jeszcze troszkę i znów wrócę na stare śmieci. Czy to nie dziwne, jak człowiek szybko potrafi się zaaklimatyzować? Na pewno Pani Aislinn doskonale pamięta jak jeszcze niedawno panikowałam przed pójściem na studia i jak już w trakcie ich trwania chciałam je, co najmniej sto razy rzucić w cholerę. Ale się nie udało, może to i lepiej. Mam jeszcze całe cztery lata, żeby je rzucić.

Cóż więcej mogłabym powiedzieć? Przecież weszłam tu tylko na chwilę, by powiedzieć do drogiej Aislinn jedno zdanie – Zaniedbujesz bloga!

Pozdrowienia z ostatniego tygodnia pierwszych studenckich wakacji.

O, widzę, że Panna Marnotrawna, dalej zwana Ellaine, wróciła tylko po to by powiedzieć zdanie, które dla nas obu wiele znaczy, czyli: ‘zaniedbujesz bloga!’ i sobie poszła. Takie buty! Zostałam sama, samiuteńka.

Zrobiłabym smutną minę [poważnie mówię!], gdyby nie to, że na koniec wakacji zgromadziłam wiele zdań-perełek, które nie pozwalają mi być bardzo poważną.

Tak na przykład byłam na herbatce z fasolą. Podobno wszyscy wiedzą, o co chodzi. Myślę jednak, że będę dobrym człowiekiem i wyjaśnię, że nikt nie parzył herbaty z fasoli, ani jej nie dodawał do tego szacownego napoju. Ten skrót powstał [hm… kto go stworzył? Stawiam na Crokusa] z dwóch pysznych rzeczy, które smakowaliśmy w pewnym miejscu: herbatka i ciastka ze słodką fasolą. Po prostu pycha. Mam nadzieję, że niebawem będę mogła wypowiedzieć znów te znamienne słowa, czyli ‘chodźmy na herbatkę z fasolą’. Wygląda na to, że znalazłam sobie nowe ulubione miejsce. Nie żeby stare było złe, pewnie będę w starym miejscu spędzać tak samo sporo czasu nie jest aż takie odchudzające dla portfela. [Aż się prosi żebym rzuciła na końcu zdania jakąś zgrabną omotkę, ale… Staram się, by słowa mi nie uciekły, a w ich miejsce nie wpadły emotki. One są prawie jak słowa-klucze, takie wygodne, ładne i niby wszystko powiedzą, a w sumie to nic nie przenoszą]

Wracając jednak do głównego tematu, czyli do Edo. W tym miejscu właśnie powstało więcej kochanych zdań-perełek, jak na przykład:
-Wie pan widelec by się przydał- niby zdanie nie śmieszne, bo co w tym śmiesznego? To, że w restauracji kelner, podając posiłek nie podał sztućców? Otóż nie. Śmieszna była mina pani wypowiadającej to zdanie, w połączeniu z faktem, że znajdowała się w japońskiej restauracji, a pałeczki były przed jej nosem. Po co wybierać się do w takie miejsce, jeśli… Jeśli chce się zjeść kotlet schabowy?

Wchodząc w to miejsce miałam wiele obiekcji, bo czy się nie zbłaźnię, czy będę potrafiła zjeść tak by nie nabrudzić niczym świnka? I czy kelner nie położy się ze śmiechu? Takie tam różne obawy. A tym czasem ja się pokładałam ze śmiechu.

‘Dlaczego nie’ powoduje, że suszę ząbki niczym małe dziecko.
Ja na twoim miejscu bym tego nie jadł’
Dlaczego nie? … Tfu’
Właśnie dla tego’

Cóż nie zawsze chcemy słuchać drugiej osoby. Kiedy ja usłyszałam podobne słowa dzielnie je zignorowałam, po czym o mało, co moje oczy nie wyszły, a wszystkie zatoki pięknie się przeczyściły. Kto jadł chrzan wasabi ten wie, o czym mówię. W połączeniu z marynowanym imbirem tworzy niesamowitą mieszankę. Polecam wszystkim, którzy pragną pozbyć się kataru. Chili przy tym nic nie znaczy.

Cóż wakacje jeszcze trwają, jeszcze wiele może się wydarzyć

A ja i tak mam wiele do opisania. Niebawem podzielę się innymi zdaniami, sytuacjami, które widziałam i które zapadły mi w pamięć. Kilka kffiatków z sesji, kilka zdań z wakacyjnych wypraw, obietnic… Już niedługo muszę się zabrać za WIELKIE DZIEŁO. To dopiero będzie walka ze słowami. Mimo wszystko te ostatnie, mam nadzieję, wakacje nie były takie złe jak się spodziewałam.

Zaczynam tęsknić za Wami wszystkimi.

P.S. Ellaine, zaniedbujesz bloga! W końcu chciałaś żebym to napisała. Czyż nie?
P.S. II Jeśli kiedyś zgłębię wszystkie możliwości jakie daje to miejsce to będę pełna podziwu dla samej siebie. Ciekawe co to jest i do czego służy…

Tak, zaraz Pani Aislinn będzie mi wytykać, że zaniedbałam blog i miałam go gdzieś przez ponad miesiąc, i tak dalej. Nie będę się specjalnie bronić, bo i nie ma takiej potrzeby, przynajmniej ja tak to widzę. Nie było mnie dość długo, więc nie pisałam – logiczne. Owszem, mogłam napisać cokolwiek z wyjazdu, ale po co? Wysyłałam pocztówki przyjaciołom i znajomym, to chyba wystarczyć powinno. Poza tym miałam ciekawsze zajęcia, np. chodzenie po lesie, mieście, polach, itp. Nie po to człowiek wyjeżdża na wakacje, opuszcza dom rodzinny, by potem siedzieć przed kompem – od tego ma się cały rok akademicki przecież.

Wyjechałam, a jak [i to jeszcze jak]! Wolno mi, czyż nie? Przejechałam Polskę wzdłuż i wszerz. Nawet nie wiem ile kilometrów zrobiłam, ale myślę, że co najmniej 1000. PKP niewątpliwie na mnie sobie zarobiło cokolwiek. Byłam nad Morzem i w górach, widziałam Miasta i Wsie, pola i lasy, jeziora i doliny. Z moich obliczeń wynika, że w te wakacje częściej byłam poza domem niż w domu. Co prawda, jeszcze mi tych wakacji trochę zostało, więc może jeszcze gdzieś pojadę, ale na pewno już nie na długo.

Nie żałuję, że nie było mnie na blogu przez ten czas. Żałuję tylko, że czas w miłym towarzystwie mija tak szybko…

A u Niedźwiedzia za piecem, było naprawdę przyjemnie, tylko czemu tak gorąco? Czy to normalne, by tak grzać w środku lata? ;) A to malibu i grzane wino w Mgiełce… po prostu cud, miód i orzeszki! Do tego jeszcze piękne, bieszczadzkie widoki i czysta woda w Wetlince. Co prawda jestem amatorką pływania w jeziorze, ale z braku laku… to mogę i w górskiej rzece pływać.

Cóż, nie będę się tłumaczyć więcej, bo nie i już. Oto jestem.