śr 8 sie, 2007
Huśtam się. No, może nie dosłownie, ale huśtam się. Gdybym się nie pilnowała, to pisałabym chyba same smęty. A tego nie chcę. Przecież, głupio ludzi zarzucać swoimi smutkami. I, po raz kolejny, słowa mnie pokonały. Chociaż? A może nie? Może jednak tym razem ja odniosłam zwycięstwo? Co jest powodem mojej huśtawki? Cóż, wracają do mnie pewne decyzje i obietnice, zaczynam być bardziej zła niż smutna, bo nie zdołałam ich spełnić. Typowa kobieta, ktoś sobie pomyśli. Dzisiaj twardo backspace było w użyciu. Co napiszę, to wykreślę. Bo nawet starając się jak najbardziej i tak smętna nuta się wkrada. Dlatego wkleję tutaj coś, co było napisane nie do tego miejsca, ale w sumie…
U Niedźwiedzia za piecem.
Odjeżdżasz. Rzucasz Internet, forum, dosłownie wszystko, by zobaczyć, co jest za firewall’em. Przekonujesz się, że świat jest cudowny, ale dusza no-life’a nie daje ci spokoju. Wracasz. Strudzony, spocony, z obolałymi od ciężaru plecaka ramionami. Oczy się kleją z niewyspania, ledwo wykonujesz tak potrzebny, by zrealizować nowe pomysły, idee, ruch. Naciskasz guzik.
A nie mówiliśmy, że tu jeszcze wrócisz? Włączasz komputer, forum i piszesz, przecież w końcu wróciłeś do domu. Bieszczady są piękne. Ale na chwilę. Na tę chwilę, kiedy życie forumowe zamiera, robi się pusto i cicho. Nic w tym dziwnego: jak co roku życie przenosi się w Bieszczady. Albo i nie-życie, dla niektórych po wejściu na większy pagórek.
Kilka osób, by pojechać musiało się przełamać, jak sami się przyznali: Strasznie miło było się z Wami zobaczyć, tak szczerze mówiąc, inni zaś, ku ogromnemu swemu zdziwieniu, zostali zdeprawowani, pozbawieni śpiwora i odgniatali plecy, śpiąc na twardej podłodze, dla niektórych będzie to zakazana przygoda, do czasu oczywiście. Plotki mówią, że żółwiki zostały mocą ukazu z dnia 23 VII 2007 zakazane wobec osób poniżej lat 18 i bez ubezpieczenia od recydywistów. Podobno jednak, wiem to z forumowych źródeł**, opłacało się tam jednak jechać.
Niby dlaczego?
Powodów jest kilka, uprzejmi donoszą, że:
Piotrowa ma punkty zajebiozy, a bo domki przyjemne, woda pod prysznicem cieplutka, aż skóra się odparza, a nie zamraża. A te bajeranckie przyciski… W jak różny, a ciekawy sposób można wykorzystać tę sytuację. No i huśtawki, to wtedy gwiazdy spadają, ziemia się rusza. Niektórym nawet udało się wstrzymać Ziemię i ruszyć nie tylko Słońce, ale także i wszystkie gwiazdy. To dopiero była huśtawka!
Dla kilku wybrańców już sam początek drogi był niesamowicie udany. I tak z niewyjaśnionych przyczyn pierwszy dzień zatarł się w pamięci wędrowców. To jak droga przez mgłę ku Mgiełce, opowiada jeden z uczestników wyprawy. Być może wpływ na to miało spotkanie z niewidzialny duszącym stanikiem, to musiało być traumatyczne przeżycie. Dla innych zaś taką ciężką do przetrwania w zdrowiu psychicznym sytuacją było rozważanie nad wygodą i sposobem rzygania. Lepiej ryżem czy makaronem? To pytanie nie zostało rozwiązane, gdyż uczestnicy debaty podzielili się i nie byli skłonni do ustępstw. Niestety nikt nie przypomniał sobie o czymś takim jak makaron ryżowy… Debata trwała długo, umilając czas spożywania posiłku i picia tequili. W chwilach wytchnienia zaś niewinne i nieuświadomione duszyczki słyszały straszne opowieści o przerażającej królowej lejdi. Nie będą już tacy jak wcześniej. Biedne duszyczki, te słowa pozostawiły na nich piętno, tak wielkie, że nawet grzane wino, o którym lepiej nic nie wiedzieć, poza tym, że tanie, nie pomogło. No, może troszkę, ale tylko troszkę, miodem na zranione serce były sesje. Dzielny shugenja opierał się przez jakiś czas złej kobiecie. Lecz podobno miłość nie wybiera! Nawet nie wiedział, jak blisko był śmierci. W podobnej, jakże rozpaczliwej sytuacji był pewien ‘szczeniak’. Może nie dokładnie szczeniak, raczej powiedzielibyśmy nieświadomy komplikacji po przemianie wilkołaczek.
Trzeba mieć dużo wewnętrznej siły by siedzieć i odgrywać, ale może dzięki temu gracze odzyskali punkt pustki? Któż to wie?
Tak, bieszczadzkie spotkanie wiele Was nauczyło. Czy już wiesz, że kiedy klniesz to zabijasz małego, puszystego i słodziutkiego kotka? Zaraz! Wiem, że jesteś zdziwiony, ale błagam: nie mów tego!
I tak skatowani regge dzielni wojownicy bijąc pokłony Tehacjuszowi, w końcu jest prezydentem, wrócili do domu, planując następną wyprawę. Za rok. W Bieszczadach.
A co teraz? Teraz zasiądź wygodnie przed komuperkiem, tą kochaną bestią, i zagraj w Newport. Skąd to się wzięło? Przecież pamiętasz, no nie mów, tej tequili i wina nie było aż tak dużo, byś mógł zapomnieć. Oj, przypomnij sobie: to sławetne ijuuu, tę minę… No jak? Coś ci świta? A jeśli powiemy: wdowa szukająca nowego kochanka? Przyjaciółka tej wdowy – bogata żona bogatego męża? Punk? Nastolatka? Kochanek, surfujący całymi dniami? Rozpieszczona cheerleaderka oraz trener? Zabójstwo? Poszukiwanie winnego i samosąd? Już pamiętasz? Od razu lepiej. No więc, na co czekasz? Do roboty! A za rok… Za rok znów odjedziesz. I będziesz pełen nadziei, że tym razem się uda. Na zawsze rzucisz Internet, forum i powrócisz na łono świata za firewall’em. Biedaku.
*To tytuł piosenki Budki Suflera & Urszuli, która ciągle za mną chodzi, wpasowała się w mój humor.
** Część tekstu została zaczerpnięta z forum Narilvatar, temat Rada Żółwiowego Plemienia.