czw 12 lip, 2007
W to musi być zamieszana sukienka. Czyli kobiety i mężczyźni na zakupach.
Comments (0) Filed under: AislinnTa tytułowa sukienka, to niby tylko zwykły skrawek materiału. Wydawałoby się, że to nic nie znaczy, przecież mówią, że to nie ubiór zdobi człowieka. A jednak. Co kobiety zrobią by zdobyć cudo mody, a co mężczyźni muszą znosić by one to zyskały…
Wszystko zaczęło się jakiś czas temu, kiedy to moja przyjaciółka, wraz z rodziną dostała, zaproszenie na wspaniałą uroczystość. Cieszyła się, a jakże no, bo w końcu to TAKA uroczystość, ale pojawił się zwyczajny problem: ‘w co się ubrać’. Dzięki tej sytuacji mogłam poczynić pewne obserwacje. Może nie odkrywcze, ale jakże zabawne. Cała rodzina mojej przyjaciółki, a na doczepkę ja, pojechała do niedalekiej miejscowości, gdzie jest dużo, eleganckich ubrań, ale nie takich znowu drogich. Centrum dość spore, żeby zobaczyć wszystko [o przymierzaniu nie wspomnę] trzeba poświęcić kilka godzin. I jak zakupy wyglądała? Dwójka panów poszła ubrać się na wesele. Ile czasu im to zajęło? Jeśli podsumować czas dojścia do sklepu, dokonanie wybory i zakup to było może 15 minut. I później błąkali się tacy biedni za trzema kobietami zwiedzającym z uporem każdy sklep w poszukiwaniu tej jedynej sukni [której egzemplarze były w każdym sklepie]. Ileż było sklepów do zwiedzenia, kreacji do przymierzenia. Ile kroków do pokonania na wybiegu, a ile pytań: czy w tym kolorze mi dobrze? Ten fason to, aby mnie nie pogrubia? Może jednak lepsza będzie krótka suknia? A jaka bielizna do tego? Masa poważnych pytań, na które nie było szybkiej odpowiedzi. W śród tego zamieszania towarzyszyły nam milczące cienie z dość nietęgimi minami. Muszę im jednak oddać sprawiedliwość: wytrzymali bez mała dwie godziny, myślę, że pewnym pocieszeniem była możliwość oglądania samochodów stojących na parkingach obok. Co chwila, gdy przynosiłam co rusz nowe siatki z zakupami, słyszałam o jakimś przyspieszeniu, spalaniu paliwa, poduszkach, lusterkach, światłach i nie-mam-pojęcia-o-czym-oni-mówili jeszcze. Nie wytrzymali jednak stresu związanego z podejmowaniem trudnych decyzji i po jakimś czasie zdezerterowali do samochodu, oznajmiając, że oni za godzinę to wracają do domu z nami, lub bez nas.
Ci dwaj nie zrobili na mnie tak wielkiego wrażenia, jak widok trójki mężczyzn różnego wieku, siedzących na krawężniku przed sklepem ze znudzonymi minami. Biedni, opuszczeni, zapomniani. Siedzieli tak ta ziemi, podpierając głowy rękami, obok leżały siatki z zakupami żon, które biegały gdzieś zaaferowane. Niestety, co mężczyzna może robić w takim przybytku kobiecości? Ile godzin człowiek może dumać, jaki garnitur kupić? Przyszło mi na myśl, że jeśli taki garnitur wybiera mężczyzna to zajmuje mu to jakieś 10 minut [bo kolejka do kasy może być], ale jeśli jest to rola kobiety… Przecież to jest trudny wybór! Kolor, materiał, krój, jak się to będzie nosiło, jak prało, o tym wszystkim trzeba myśleć!
Cóż. Zakupy się udały. Na weselu cała czwórka prezentowała się cudnie. Nawet panowie w kolorowych koszulach [które ponoć się nie gniotą]. Musimy tam jechać raz jeszcze! Z mężczyznami, oczywiście. Mimo, że obiecywałyśmy sobie, że więcej ich nie weźmiemy za to pomaganie. Ale… kto by nas wtedy tam zawiózł?
A ja? Ja ciągle szukam tej jedynej wymarzonej sukienki.