śr 30 maj, 2007
Demonizujesz, droga Aislinn… Demonizujesz. Wszystko jest ładnie napisane w naszym ojczystym języku, a jeśli czegoś nie wiemy, zawsze możesz poprosić o pomoc tego, który pomógł nam się tu przeprowadzić. Prawda? Chyba nie odmówi biednej kobiecie w potrzebie, znaczy Tobie? Zresztą, któż by mógł Ci czegokolwiek odmówić…
20 godzin do Bieszczad? To jak nad Morze i z powrotem. Łożesz, bogowie najmilisi! Zdecydowanie wolałabym jakąś trasę, która nie trwa prawie dobę. Ale, ale… to nie jest do końca tak, że jedzie się cały czas 20 godzin. Zapomniałaś wspomnieć, że w między czasie można przeżyć niezapomnianą noc na dworcu w Jaśle. ;) Co prawda i ponad dobę można jechać tam, albo z powrotem… Przecież wszyscy kochamy PKP! Ale ja, szczerze mówiąc, boję się tego wyjazdu… Może nie tyle Bieszczad, co kompanów podróży i pobytu tamże. Straszne! :)
Mam dziwne wrażenie, że na siłę próbuję napisać dowcipną notkę. Ale szczerze? Nie chce mi się. Ostatnio słowa nie wychodzą mi najlepiej. Nie mam weny do czegokolwiek a tym bardziej do pisania. Referat o cesarzu Oktawianie Auguście potrafi wypruć ze wszystkich możliwości pisarskich. Aczkolwiek, referat się udał. Nawet został pochwalony przez dr R., a jego słowa o nim była niby melodia! „Jeśli ktoś słuchał referatu waszej koleżanki, to dowiedziałby się wielu interesujących rzeczy”. Tak, proszę zwrócić uwagę na słówko – jeśli… wygłaszanie referatu ma to do siebie, że czyta się go sobie a muzom. Smutne, ale jakże prawdziwe.
Z drugiej strony pisanie referatu w środku nocy to bardzo przyjemne doświadczenie. Cisza, spokój, nikt nie narzeka, że za głośno stukam w klawisze. Nikomu nie przeszkadzam. Są tylko Stosy kserówek, książek, komputer, muzyka i ja… A najpiękniej jest, kiedy już skończy się pisać, by móc w końcu odpocząć, choć nie czuje się zmęczenia. I kiedy człowiek kładzie się zdrzemnąć (bo trudno nazwać jakiś trzy-, czy cztero-godzinny lekki sen), a za oknem słońce już pięknie rozlewa pomarańcze i żółcie na wschodzie… jest po prostu pięknie. Ha! zresztą… nie sądziłam, że ptaki zaczynają ćwierkać niewiele po trzeciej nad ranem. Pamiętam, że wyłączyłam muzykę, by móc posłuchać ich porannych treli.
A gra w szachy o czwartej rano… niezapomniane przeżycie. Zwłaszcza, kiedy się przegrywa, a po każdym ruchu widzi się głupotę własnych posunięć… „Polak mądry po szkodzie”, prawda. W końcu przysłowia mają to do siebie, że tkwi w nich ziarno prawdy, albo nawet całkiem spora pestka. ;)