Następna strona »

Prawdę powiedziawszy miałem nadzieję napisać notkę za kilka/kilkanaście dni i o zupełnie innej treści, ale życie jest jak zawsze pełne niespodzianek, nie koniecznie przyjemnych.

„Wiesz, muszę Ci powiedzieć, że jesteś świetnym facetem, uwielbiam cię i w ogóle i wierze, że byłoby mi z Tobą dobrze, ale do tego potrzebne jest jednak jeszcze pewna iskra i ona wbrew wszystkiemu przypierdoliła trochę w innym kierunku”

Ocieram łzy i idę spać. A przynajmniej do łóżka.

Bo nie zasnę dzisiaj długo.

Kfiatek

Ponieważ to popularny okres dla wszelkiego rodzaju religijnych dywagacji – w końcu kolejne święta za pasem – to pomyślałem sobie, że poruszę temat, który jakoś ostatnio pojawił się mi w głowie.

Mianowicie – czym jest kłamstwo? Przeciwieństwem czy tylko brakiem prawdy? Jak często kłamiemy? I kiedy mamy do czynienia z kłamstwem, a kiedy tylko z delikatnym rozmijaniem się z prawdą? I czy przypadkiem to nie to samo?

Mówiąc szczerze rezultaty moich własnych przemyśleń (i obserwacji) trochę mnie zszokowały. Wychodzi mi bowiem, że bardzo, ale to bardzo rzadko mówimy pełną prawdę. Rzadko w ogóle mówimy prawdę. Zazwyczaj jest to prawdopodobny twór doprawiony tak, by w niczym nie urazić rozmówcy. A czasem jest wręcz doprawiony mocno, żeby zabolało, co nie znaczy, że ma więcej wspólnego z prawdą niż poprzedni. A co z białym kłamstwem? Które przecież uprawiamy nieustannie i na każdym kroku?

Może to trochę pesymistyczny wniosek, ale jesteśmy straszliwie zakłamanym społeczeństwem, dla którego sam sens słowa prawda stał się kłamstwem. Jest w tym pewien paradoks, bowiem zapytani wprost, czy jesteśmy szczerymi ludźmi prawie wszyscy odpowiemy, że owszem, jak najbardziej.

Warto sobie chyba zadać od czasu do czasu pytanie czy na pewno.

Kfiatek

Wszędzie mnie znają
Już od tej strony
Że zawsze gadam
Jak nakręcony
Więc czas milczenia
Nadszedł mi właśnie
I takoż nie wiem
Kiedy wygaśnie
W tej chwili nadal
Stan się pogłębia
Moja jaskinia
Ciszą zachęca
Odosobnieniem
Świętym spokojem
Regeneracją
By z sił powrotem
Gdy wszystkie troski
Sprawy sercowe
Zwykłe błahostki
Pod koc zawinę
I w ten mi zwykły
Sposób radosny
Ruszę przed siebie
Przeszkód nie pomny
Lecz wiary pełen
Będę się cieszyć
Samym istnieniem
I choć narzekać
Wyrzucić bóle
Każdy z nas czasem
Też potrzebuje
Nie chcę by moje
Wszystkie Tu wpisy
Były jęczeniem
Głupiej dziewicy
Wybaczcie przeto
Długie milczenie
Ja pisać będę
Jak nastrój zmienię

Z góry (a raczej z dołu) przepraszam za ten marny popis pseudo-sztuki literackiej, ale napisanie notki w dowolnej innej formie zdecydowanie przerastało w tej chwili moje możliwości :)

Pozdrawiam
Kfiatek

Żeby trochę ostudzić panujący po ostatniej notce ogólny entuzjazm (poza Madzią, która jak zawsze sieje tysiąc wątpliwości :P) postanowiłem napisać coś jeszcze. Tym razem nie o tym co na zewnątrz, ale o tym, co wewnątrz.

Nie o tym, co mówi mi rozum, tylko o tym, co mówi mi serce.

A to mówi mi, że jestem idiotą.

Nie, stop, to kwestia rozumu. Serce gdzieś fruwa w przestworzach zabierając ze sobą większość zdrowego rozsądku, rozumowi zostawiając nieliczne resztki, które teraz krzyczą na alarm i starają się uświadomić mi, że to co robię nie ma szans się udać i tylko tracę czas. Ze to wszystko bez sensu, że mylę prawdziwe uczucia ze zwykłymi impulsami.

A ja mam wątpliwości. Nie wiem, czy moje działania mają sens, czy zamiast spełnić moje marzenia nie odwrócą się przeciwko mnie i stracę jedną z niewielu rzeczy, które naprawdę wysoko cenię – przyjaźń.

Ale serce fruwa wysoko w przestworzach, dawno głuche na argumenty i ślepe na przeszkody.

Też chcę latać.

Kfiatek

Życie to sztuka wyboru – to powiedzenie jest czymś tak oczywistym, że aż szkoda tracić czasu na pisanie tego na tym blogu. W końcu (mam taką nadzieję) wszyscy nieliczni odwiedzający to miejsce to osoby inteligentne, które co nieco o życiu wiedzą ;)

No ale do rzeczy. Czasem mam wrażenie, że najważniejsze decyzje w życiu podejmuję zbyt szybko, że są nieprzemyślane, grunt pod nie nieprzygotowany, a ja sam nie do końca pewny. I to chyba jest prawda. Tym niemniej w dniu dzisiejszym podjąłem decyzję, w której zamierzam wytrwać nawet mimo trudności, które będą piętrzyć się coraz wyżej z każdym mijającym dniem. Za dwa miesiące może powinno już być po wszystkim.

Kupuję mieszkanie.

Kfiatek

No tak, wróciłem do domu bezpiecznie, choć nie dane mi było specjalnie nacieszyć się spokojem mieszkanka w Rumi. Minął ledwie tydzień, a już wygoniono mnie na drugi kraniec Polski. Tak więc teraz właśnie siedzę w lobby jednego z miejscowych kurortów i stukam w klawisze ze sporą szybkością, ponownie bowiem muszę płacić za internet. Nie jest co prawda tak źle jak w Kenii, ale nie zmienia to faktu, że w Krynicy Zdroju znalezienie kafejki internetowej graniczy z cudem.

No, ale w końcu znalazłem, więc klepię. Klepię w zasadzie to co powinienem był napisać już dawno temu, ale po powrocie do kraju tak się rozleniwiłem, że jakoś nie potrafiłem przymusić się do pisania.

Zresztą teraz też nie jestem pewien czy chce mi się pisać gigant notkę na temat wyprawy do Afryki, zwłaszcza, że spora część osób, która czytuje choć czasem tego bloga już wiele z tych opowieści słyszała a ja … cóż, nie będę kryć, jestem LENIEM :P

Jeśli komuś zależy, żebym zrobił ten opis, to proszę o komentarz, a zmobilizuję się i w końcu ją napiszę ;)

No, ale wracając do spraw bieżących. Od 3 do 23 grudnia jestem w uroczej miejscowości uzdrowiskowej – w Krynicy Zdroju. Z tym uroczym nie przesadzam ani trochę – to naprawdę ładne miasteczko położone niedaleko słowackiej granicy w Beskidzie Sądeckim. Nie ma tu może zbyt wiele atrakcji, ale jest jak spędzać czas, zwłaszcza jeśli ktoś lubi dużo spacerować. Co prawda byłoby o wiele fajniej gdyby jeszcze spadł śnieg, ale póki co nie ma na co narzekać.

No dobra, jest. Na turnusie poza mną są chyba tylko osoby po 50 co sprawia pewne problemy natury towarzyskiej, ale póki co radzę sobie z nimi dzielnie zabijając wieczory dużą ilością lektur. Póki co mam na koncie przeczytanych książek sześć, ale podejrzewam, że do końca turnusu ilość ta wzrośnie jeszcze co najmniej dwukrotnie.

Z drugiej strony większą część dnia zajmują mi zabiegi, co jest nie tylko korzystne, ale też … no, zajmuje czas :P Którego chyba po raz pierwszy w życiu mam naprawdę za dużo. Ja chcę do domu!

Ratunku.

Kfiatek

Jeszcze trzy dni i czas bedzie mi wracac do kraju. Szkoda, bo Kenia to naprawde wspaniale miejsce do wypoczynku i, gdybyb tylko mogl, to zostalbym o wiele dluzej :) Niestety wszystko co dobre szybko sie konczy i w tek kwestii trudno sie klocic z tym stwierdzeniem.

Safari za mna, wycieczka do Mombasy i na wyspe Wassini za mna. Na kartach pamieci masa zdjec, duzo pieknych wspomnien, kilkoro nowych znajomych z roznych zakatkow swiata – to mi pozostanie z tego wyjazdu. A, jeszcze opalenizna, bo moja skora chyba nigdy jeszcze nie osiagnela takiego koloru.

W kazdym badz razie Kenia to kierunek, ktory zdecydowanie polecam, zwlaszcza, ze w obliczu zmian klimatycznych to miejsce moze juz niedlugo nie byc takie samo.

W kazdym razie w poniedzialek rano jestem w Polsce. Bede pisal wiecej i z normalnej klawiatury (w tej chwili pisze z niemieckiego laptopa).

Wiec do uslyszenia!

Z goracymi pozdrowieniami
Kfiatek

W sumie jestem w Afryce juz 4 dzien, ale do tej pory nawal przeroznych zajec nie dal mi mozliwosci na poszukanie dostepu do sieci. Takowy w koncu znalazlem, choc drogi jak pierun (1,25 USD za 10 minut), to postanowilem sie wykosztowac i napisac Wam, ze dalej zyje i nie zjadly mnie jeszcze Lwy :P

 

Denerwuje mnie co prawda brak polskich liter, przez co chwila odpalam jakies skroty klawiszowe i musze ta notke zaczynac od nowa :P Coz, uroki Kenijskiego internetu xD

 

Co do samej Keni, to mnie zxachwycila, choc jesli pozwolicie to szerzej rozpisze sie po powrocie ;) W koncu kazda minuta to jakby na to nie patrzec sporo pieniedzy ;) Poza tym w pokoju gdzie stoi caly jeden komputer dostepny dla gosci jest wrecz nieludzko goraco i czuje, jak robie sie caly mokry. Wierzcie mi, temperatury nie sprzyjaja mysleniu :P

Za to ocean … nie, to jest prawdziwa bajka. Moglbym z niego prawie niewychodzic, choc woda smakuje przerazliwie paskudnie :P

Dobra, ja uciekam pospiesznie, bo strach sie bac ile wyniesie moj rachunek ;)

Trzymajcie sie dobrze Kochani

Kfiatek

No i zrobiło się poważnie, tak całkowicie nagle i znienacka. Wybacz droga Siostrzyczko, że zepsuję ten nastrój, ale mam ochotę trochę ponarzekać ;)

W każdym razie ostatnie dni, jak zwykle, były bardzo intensywne. Dni? Tygodnie raczej. Wesele, dwa tygodnie pracy, wesele i znowu praca. I w zasadzie nie byłoby wiele do pisania gdyby nie to, że … że kogoś poznałem :)

Jak się okazuje czasem warto jechać kilkaset kilometrów na wesele w zasadzie nieznanej Ci osoby, bo nigdy nie wiadomo kogo na nim poznasz.

Już o tym na blogu pisałem, ale moja śmiałość do płci przeciwnej jest odwrotnie proporcjonalna do mojej normalnej pewności siebie. Tak wiec poznałem dziewczynę, która mi się spodobała, z którą świetnie mi się rozmawiała, z którą łączą mnie niektóre zainteresowania i w ogóle.

Są tylko dwa małe problemy:

1. Jest z Białegostoku
2. Od kilku tygodni utrzymujemy kontakt, a ja jeszcze nie odważyłem się spytać czy jest wolna xD A przecież im dalej w las tym więcej drzew …

Cóż, to właśnie cały ja, powiedzcie, czy tylko mnie wydaje się to tak żałosne, że aż śmieszne?

Pozdrawiam,
Kfiatek

Jest internet! Taki to właśnie opis króluje ostatnio na moim gadu-gadu. Kwestia okazała się jednak – niestety, mocno dyskusyjna. Internet jest, owszem, ale bardziej u Madzi. Nie wiedzieć czemu ale buntuje się mój system i wywala błąd sterowników modemu przez co internet jest – ale tylko przez chwilę, po czym następuje zazwyczaj radosny restart komputera. A fe, jak ja nie lubię komputerów (co nie zmienia faktu, że życia sobie bez nich nie wyobrażam :P).

No, to tak tytułem wstepu, bo jakoś nie o tym chciałem pisać. Ostatnie dni, jak zwykle zresztą, obfitują w ciekawe wydarzenia. Otóż uwaga, stwierdzam wszem i wobec nie wstydząc się tego za bardzo:

POLICJA BYWA CZASAMI PRZYDATNA I POMOCNA

Wiem wiem, w to ciężko jest uwierzyć, ale gdy panowie policjanci pomagają po słuzbie pozbyć się człowiekowi zepsutego samochodu, który blokuje im możliwość wyjechania z pracy i udania się do domu, to nagle ów zaczyna doceniać, że ci panowie odziani na niebisko (zazwyczaj) jednak istnieją.

 

Najbardziej jednak urzekł mnie sposób w jaki udzieli mi pomocy – bynajmniej nie regulaminowy – otwierając niedomknięte okno i zwalniając zaciagniety hamulec reczny byśmy byli w stanie przepchnąć blokujący mi wyjazd wehikuł (który notabene na miano samochodu raczej nie zasługiwał, zaś właściciela po zidentyfikowaniu czeka raczej mało przyjemna rozmowa na temat stanu technicznego pojazdu).

Hmm, myśli to bardzo złośliwe bestie. Bo tak wiele ich miałem wracając dzisiaj do domu z pracy, o tak wielu rzeczach chciałem napisać, a teraz, siedząc przed klawiaturą czuję dziwną pustkę w glowie starając się przypomnieć sobie o czym to ja właściwie myslałem. Mawiają, że myślenie boli, ale to niesprawiedliwa opinia. Wbrew zwyczajowemu stawianiu sprawy boli to właśnie skleroza :/

No, mniejsza z tym, co się stało, to się nie odstanie, nie ma co płakać nad rozlanym … piwem, a siedząca obok Madzia skrupulatnie zwraca mi uwagę na kolejne literówki, co bynajmniej nie pomaga mi w skupieniu :P

A, jutro Bonifacy obchodzi swe drugie urodziny :) Jesienny kot. Łobuz mały i małpa przebiegła chyba czuje pismo nosem, czyli, że kupiłem dla niego nowe zabawki, bo nijak nie chce się zainteresować tymi, które już zna.

No dobrze, miauczącą mi o notkę Madzię mam już tym samym z głowy, więc, zgodnie z kolejnym postawionym przede mną questem, idę … wyrzucić śmieci. Co może okazać się zadaniem nad wyraz karkołomnym, zważywszy na to, że nie wiemy, czy mamy klucze od śmietnika :P

Zatem życzę wszystkim czytelnikom (i autorom, ich rodzinom, znajomym i przyjaciołom, a także wszystkim kompletnie obcym) by pierwszy dzień jesieni był mniej deszczowy niż się zapowiada i by ta jesień ogólnie była udana :)

Moja zapowiada się nad wyraz interesująco.

Sayonara!
Kfiatek

Następna strona »